niedziela, 9 lipca 2017

Rozdział 2,4 - Cassandra

     Zaraz po tym jak odzyskałam widoczność, na zmianę traciłam ostrość wzroku, i odzyskiwałam ją na ułamek sekundy, przez co dostrzegłam parę różnych kolorów. Ostry odcień niebieskiego przeplatał się na zmianę z jasnym, delikatnym kolorem, blondem. To wystarczyło, bym rozpoznała te dwie osoby - był to czarownik współpracujący z Instytutem, Roth, i najprawdopodobniej moja matka. Ostry ból i pieczenie prawie w jednym momencie ustały, poczułam za to przypływ chłodu i zimno rozchodzące się w moich żyłach. Wzrok po raz kolejny zaczął zawodzić, jednak zaczynałam czuć różne zapachy. Dotarł do mnie zapach ostrych, męskich perfum i wody kolońskiej, różnych ziół i brzydko pachnących lekarstw. Nim zdążyłam zaczerpnąć oddech, ktoś wbił igłę w moją rękę z taką siłą, że cały ból dotarł do mnie na parę sekund, a po chwili znów ustał. Moim naturalnym odruchem było zgięcie się w pół, lub poruszenie ręką, czy chociażby ciche syknięcie, lecz mimo wyraźnej chęci, jedyne co udało mi się zrobić, to poruszyć palcem drugiej ręki i zacisnąć powieki. Ból był na tyle intensywny, że nawet po jego zniknięciu czułam go przez długą chwilę, jak echo pomiędzy pustymi ścianami w dużym pomieszczeniu. Otworzyłam oczy, słysząc niewyraźne dźwięki rozmów i przekręciłam delikatnie głowę. Głosy się uciszyły, a ja mimowolnie znów zemdlałam. Ostatnim słowem, jakie usłyszałam, było ''lekarstwo''. Nietrudno było się domyślić, że chodziło o to, że lekarstwo zaczyna działać. Tylko dlaczego zemdlałam?
     Halucynacje nawiedzały mnie co chwilę. Budziłam się, mdlałam, cała zlana potem, słysząc ciche rozmowy i czując na sobie czyjś dotyk. Cały czas czułam pulsowanie w żyłach, jednym razem potworne zimno, innym razem gorąco, które w połączeniu z potem było dla mnie istnym piekłem. Gdy obudziłam się po raz kolejny, byłam przytomna przez dłuższą chwilę niż wcześniej, a z każdym kolejnym razem pulsowanie i ból powoli ustawało. W końcu zaczynałam normalnie widzieć, jednak poruszanie sprawiało mi trudność. Był już ranek. Zamrugałam parę razy, by upewnić się, że wszystko jest dobrze widoczne. Spojrzałam na swoją rękę, którą z dużym trudem uniosłam. Obrzydliwa, wielka na pół ręki, czerwona, ropiąca się rana sprawiała, że miałam ochotę zwymiotować. Ułożyłam ją z powrotem na swój brzuch, starając się nie zwracać na niej uwagi, bo ruch sprawiał mi ból. Przeniosłam spojrzenie na lewą stronę, i dostrzegłam postać. O dziwo, nie był to ani czarownik, ani moi rodzice, ani nawet Damon, tylko Seth. Patrzył nieobecnym wzrokiem na okno, lecz kiedy ponownie poruszyłam ręką, tym razem lewą, spojrzał na mnie.
- Cassie. Słyszysz mnie? - spytał cichym głosem, niewyraźnym dla mnie. Słyszałam tylko trzy pierwsze słowa, reszta była jakby przyćmiona, a ja zaczęłam robić się coraz bardziej senna.       Dostrzegłam jednak wory pod oczyma chłopaka, jego rozczochrane włosy i wczorajsze ubrania. Dotarł do mnie też zapach jego perfum, który czułam również wczoraj, kiedy... To Seth przyniósł mnie do Instytutu! Nim zdążyłam spróbować cokolwiek powiedzieć, senność znowu mnie ogarnęła, głos bruneta zrobił się bardziej stłumiony niż wcześniej, a powieki zaczęły się zamykać. Po raz kolejny halucynacje zaczęły męczyć mój umysł, powodować dziwne wizje i przyprawiać mnie o szaleństwo. Chciałam cokolwiek powiedzieć, jednak trucizna nadal była w moim organizmie.
     Obudziłam się po chwili, która dla mnie trwała wieczność. Otworzyłam oczy prawie natychmiast, jak wtedy, kiedy budziłam się o poranku, a Seth nadal siedział przy mnie w takiej samej pozycji. Lek łagodził ból, przez co zaczynałam czuć się dziwnie kojąco i melancholijnie, poczułam przyjemne ciepło, jednak moja ręka nadal parzyła. Kątem oka dostrzegłam zbliżającego się czarownika.
- Łowczyni, słyszysz mnie? - zapytał donośnym, lecz ciepłym głosem. Wyglądał młodo, na dwudziestolatka, jednak dobrze wiedziałam, że ma za sobą kilka wieków.
- Tak. - odparłam cichym, zachrypniętym głosem. Zobaczyłam, jak wszystkie mięśnie Seth'a napinają się, a jego spojrzenie było dziwnie nieobecne. Wydało mi się to dziwne, że nadal siedział w moim pokoju, mimo iż nie znaliśmy się aż tak dobrze.
- Poczujesz zimno. Nie obiecuję też, że nie będzie bolało. Przez to trucizna w pełni wydostanie się z twoich żył. - powiedział Roth, po czym pokiwałam głową na ''tak''. Chciałam mieć to już za sobą, więc zacisnęłam zęby i wzięłam głęboki wdech. Czarownik uniósł ręce i zaczął wykonywać nimi dynamiczne ruchy w okół mnie. Widziałam niebieski dym unoszący się za każdym pociągnięciem jego dłoni. Przez chwilę nic się nie działo, jednak po parunastu sekundach ból przeszył moje ciało, a chłód wdarł się przez żyły do całej mnie, powodując, że zacisnęłam powieki, starając się nie syknąć z bólu. Pieczenie stało się tak silne, że z mojego gardła wydobył się cichy jęk, później zduszony krzyk, lecz w następnej sekundzie wszystko ustało jak za pociągnięciem magicznej różdżki. Spojrzałam wystraszona na prawą rękę. Rana zaczęła się goić.

Seth? Sr że krótkie ale nie chce mi się już dłużej opisywać jak ona to bardzo nie cierpi ._.
   


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS
x x x x x x x.