~*~
Czarownik wysokiej rangi pochylał się nad dziewczyną. Zielone oczy błyszczały niczym leśne jeziora, a dwa wielkie rogi skierowane końcami do siebie dawały postaci magicznego wyglądu. W okuł nich błyszczały kawałki szkła, w których odbijało się światło. Na niebieskich jak może włosach błyszczał wszechobecny brokat. Z palców czarownika emanowało fioletowo-niebieskie światło. Stałem teraz w progu lecznicy w instytucie. Lecznica była pusta, oprócz jednego miejsca.
Patrzyłem, jak matka Cassie dotyka z czułością jej czoła. Robiła to tak delikatnie, jakby była z kruchej porcelany. Od momentu, od kiedy znalazłem Cassandrę wyglądała o wiele lepiej.
Sucha krew, oraz wiele ran zniknęło całkiem, choć rany na rękach dziewczyny dalej miały jasny, jadowity czerwony kolor. Dziewczyna wyglądała na niezwykle zmęczoną, jakby nie spała kilka
dni z rzędu. Za kilkanaście godzin powinna wrócił do pełni sił, a tak przynajmniej słyszałem.
Sala miała niezwykle surowy wygląd: kilka łóżek szpitalnych, zaraz obok nich małe komody.
Na ścianach błyszczały się białe, gładkie, szpitalne kafelki. Cała lecznica była wykonana w szpitalnym, śnieżno-białym odcieniu. Było już po północy. Obok mnie stał wcześniej widziany mężczyzna. Wziął głęboki wdech i wszedł do lecznicy. Zatrzymał się obok łóżka Cassandry i powiedział coś cicho do jej matki.
Ta pokiwała głową i cicho wyszła z sali. Był to zapewne ojciec Cassie. Mężczyzna wyglądał,
jakby się śpieszył. Po chwili zaczęli cicho szeptać. Nie chcąc zakłócać ich prywatności, postanowiłem przejść się po instytucie. Kiedy zbliżałem się do drzwi wyjściowych, rozległ się charakterystyczne skrzypienie. Przez drzwi wszedł Demon i zamknął je z hukiem. W jego
oczach malowane było przerażenie, a usta były zaciśnięte w cienką kreskę.
- Gdzie jest Cassie?-zapytał patrząc mi się prosto w oczy.
Kątem oka zobaczyłem u niego białą iskierkę w oku. Czy byłoby możliwe, że on nie wiedział
o całej sytuacji? To dziwnie, że osoba, która cały czas
za nią chodzi, nie wie co się stało. Cały instytut żył już kolejnym (i mam nadzieję ostatnim)
atakiem demonów.
-w lecznicy- odparłem wskazując głową
Oczy chłopaka zdały robić się większe, niż przedtem.
-Dlaczego?-zapytał jeszcze bardziej zniecierpliwiony nerwowo oddychając jak po długim
i ciężkim biegu lub długim treningu
-zaatakowały ją dwa demony w starej, opuszczonej dzielnicy Londynu na południu.
W tym momencie chłopak zaczął szybko biec w stronę lecznicy. Odprowadziłem go wzrokiem
do drzwi. Sam postanowiłem odwiedzić dziewczynę, ale później, gdy nikogo nie będzie.
Cassie?
Wiem, że jest krótkie, ale nie miałam za bardzo pomysłu ;-;.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz