Porywisty wiatr szarpał moimi włosami na dosłownie wszystkie strony, przez co znajdowały się wszędzie. Czułam delikatny chłód, który był miłym urozmaiceniem dla dzisiejszej, upalnej pogody, od której zaczynała boleć mnie głowa. Niebo było praktycznie bezchmurne, a dobiegające z nieopodal dźwięki ptaków pochodziły z małego parku niedaleko Instytutu. Siedzenie na dachu było z jednej strony ryzykowne, a z drugiej tak przyjemne, że mimo iż ryzykowałam życie i szlaban, to nigdy nie mogłam się powstrzymać. Obserwowałam ludzi przechodzących ulicami, którzy szli zupełnie nieświadomi tego, że są przez kogoś obserwowani.
Gdy spojrzałam na wyświetlacz telefonu i spostrzegłam, że za parę minut obiad, wzięłam swoje rzeczy i czym prędzej zbiegłam po krętych schodach prowadzących na parter, upewniając się wcześniej, że nikt nie przyłapie mnie na 'zbrodni'. Pobiegłam do pokoju przez znane mi już korytarze, by zostawić swoje rzeczy i poczłapałam w stronę jadalni. Przed wrotami do pomieszczenia czekał na mnie nie nikt inny, jak Damon, razem z Cecily, co dość mnie zdziwiło. Rzadko kiedy przyłapywałam ich na poważnej dyskusji, ale fakt, od wczoraj nie mieli szansy pogadać.
- I nie było tam już żadnych innych demonów? - spytała kobieta, unosząc brew w lekko podejrzliwym geście.
- Nie. Tylko te trzy. Sensory już nic nie wykazywały. - brunet wzruszył ramionami, wyraźnie pewny swoich racji. Cecily cicho westchnęła i spuściła wzrok z Damon'a, przez co dostrzegła mnie idącą w ich kierunku.
- Cześ... - zaczęłam, jednak mi przerwano.
- Cassie, jak to możliwe, że Sensory w Instytucie wskazują zwiększoną obecność demonów, a wasze wręcz przeciwnie? Nie sądzisz, że to dziwne? - Szefowa Instytutu była wyraźnie zirytowana. Wiedziałam jednak, że nie jest na nas zła, tylko po prostu Clave będzie się dopytywało. Przynajmniej odnosiłam takie wrażenie.
- Ja... Nie mam pojęcia? Nic więcej nie znaleźliśmy. - odparłam, krzyżując ręce na piersi.
- Dobrze, rozumiem. Tylko... Powiedzcie mi, jeżeli będziecie coś wiedzieć, dobrze? - dopiero teraz dostrzegłam wory pod oczami u Cecily. Najwyraźniej musiała być bardzo zmęczona.
- Oczywiście. - jak to Damon miał w zwyczaju, posłał kobiecie szelmowski uśmiech i poklepał ją po plecach. Kątem oka dostrzegłam, że gdy odchodził, uśmiechnął się i do mnie.
- Wszystko w porządku? Ty... Nie wyglądasz za dobrze. - spytałam, przez co zaraz ugryzłam się w język.
- Nie martw się. To po prostu zmęczenie. - wzruszyła ramionami, po czym obydwie ruszyłyśmy w stronę jadalni. Po obiedzie Damon namówił mnie na wspólny trening na sali. Stwierdził, że jestem dobra w strzelaniu z łuku, ale w walce wręcz zdecydowanie nie radziłam sobie zbyt dobrze. Oczywiście polemizowałam, lecz i to nie pomogło temu uparciuchowi. Zaczytana w jednej ze starych ksiąg z biblioteki, nie zauważyłam nawet, że się spóźniłam. Do sali dotarłam dziesięć minut po czasie, jednak to, co tam zobaczyłam, kompletnie zbiło mnie z tropu. Ta dwójka się lubiła?
- Cassie! - krzyknął brunet, energicznie machając w moją stronę, nadal leżąc na podłodze. Parsknęłam głośnym śmiechem, po czym podeszłam do chłopaków, którzy widocznie ze sobą walczyli.
- To wyraźnie uświadomiło mi, że jestem tutaj niepotrzebna. - stwierdziłam, kątem oka dostrzegając, jak Seth mi się przygląda. Odwróciłam się na pięcie, a ku mojemu zaskoczeniu, chłopak złapał mnie za kostkę i nie miał zamiaru puścić.
- Damon! Cholera, oszalałeś? To był żart! Puszczaj! - mimowolnie się roześmiałam.
- Chętnie dołączyłbym się do zabawy, ale nie chcę przeszkadzać. - Seth wzruszył ramionami z zamiarem wyjścia.
- Hej, nie zostawiaj mnie z tym psychopatą. Poza tym, poćwiczymy we trójkę. - rzuciłam w jego stronę, po czym w końcu wyrwałam się spod uścisku Damona. Spojrzałam na poznanego wczoraj Łowcę pytającym wzrokiem.
Seth?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz