Walka zaczęła się dość zwyczajnie, jednak kiedy chłopak zaczął być nieco bardziej agresywny, musiałam bardziej skupiać się na samej obronie, niż na ataku. W pewnym momencie to ja przejęłam inicjatywę i uderzałam z coraz większą siłą w przeciwnika. Seth nie był gorszy i cały czas unikał moich ciosów, powodując, że zaczynałam być coraz bardziej zirytowana. Walka była zażarta, a nasze miecze uderzały w siebie z coraz większym naparciem, jakbyśmy dosłownie chcieli zrobić sobie krzywdę. Czułam coraz większą determinację, żeby pokazać, że naprawdę jestem lepsza, ale w pewnym momencie nasze nogi splotły się ze sobą, akurat wtedy, gdy brunet nie bronił swoich nóg, i upadliśmy na twardą podłogę z dość dużym hukiem. Upadek był o tyle niefortunny, że Seth spadł pierwszy, a ja zaraz na niego. Poczułam się dosyć niepewnie, czując na sobie rumieńce na, dosłownie, całej twarzy. Chłopak wydawał się być rozbawiony sytuacją, jednak tylko w obecności Damona nie czułam dyskomfortu, bo przyjaźniliśmy się od dziecka, a tego Łowcę znałam od niedawna.
Szybko podniosłam się, odwracając głowę, aby Seth nie dostrzegł rumieńców na mojej twarzy. Udałam, że poprawiam włosy, po czym podałam chłopakowi rękę.
- Czyli teoretycznie nikt nie wygrał? - spytał, posyłając mi lekki uśmiech.
- Tylko teoretycznie. Może walka na pięści coś zmieni. - wyszczerzyłam się zawadiacko, zabierając z półki dwie pary rękawic, po czym jedną z nich rzuciłam w stronę bruneta.
- Nie mam w zwyczaju bić dziewczyn. - odpowiedział, rzucając mi niepewne spojrzenie.
- Zaufam ci, że nie pobijesz mnie do nieprzytomności. Aha, i że nie będę mieć siniaków na twarzy, ale to chyba tylko szczegół. - rzuciłam na odchodne, zakładając rękawice.
- Nie wiem, czy na twoim miejscu bym sobie uwierzył. - wzruszył Seth ramionami, odtwarzając czynność. Uniosłam prawą brew, układając dłonie w charakterystycznym dla bokserów geście.
Nim chłopak zdążył się zorientować, rozpoczęłam atak, oczywiście niezbyt silny, by nie zmasakrować mu twarzy. Łowca szybko zdążył się zrewanżować, uderzając w moją głowę, przez co ogarnęły mnie lekkie zawroty, ale nie zamierzałam się poddać. Przed następnym ciosem z jego strony zrobiłam unik, po czym ponownie zaatakowałam. Zaczęliśmy chodzić przed sobą w kółko, po czym niespodziewanie Seth uderzył w mój brzuch, ramię a następnie miał zamiar wycelować prosto w moją twarz, jednak znów cudem uniknęłam ciosu, a gdy z chęcią zrewanżowania się chłopak również zrobił unik, zaczęłam się obawiać o przegraną. Nie oznaczało to jednak, że chcę się poddać - wręcz przeciwnie. Gdy brunet na chwilę zgubił czujność, zaatakowałam dwoma szybkimi uderzeniami z prawego sierpowego, po czym podcięłam mu nogi i kiedy leżał na ziemi, skoczyłam na niego, oplatając nogami. Zaczęłam uderzać, jednak nie dość mocno. W pewnym momencie usłyszałam ciche skrzypnięcie otwieranych drzwi, ale nie zamierzałam zgubić czujności. Niestety, jeden moment nieuwagi pozbawił mnie triumfu, ponieważ Seth wstał, przewracając mnie na drugą stronę. Tym razem to on wisiał nade mną, podpierając się rękoma. Dostrzegłam jego sarkastyczny uśmieszek, lecz kiedy spróbowałam się uwolnić, było to na nic.
- Ekhem... Nie chciałabym przerywać, Cassie, ale... - ten głos wzbudził we mnie dreszcze. O mój Boże, czy naprawdę moja matka widziała TO... Natychmiast odepchnęłam chłopaka i wstałam, czując na swoich policzkach piekące rumieńce.
- Tak? - zapytałam lekko ochrypłym głosem.
- Twój ojciec musi z tobą porozmawiać. - w głosie Victorii wyczułam nutkę niepewności, ale i stanowczości, przez co obawiałam się najgorszego. Ze spuszczoną głową przeszłam obok matki, a ta zamknęła za mną drzwi sali treningowej, zostawiając w niej skonfundowanego Seth'a samego.
Seth?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz