W tej chwili nie obchodził mnie deszcz, to czy było mokro, czy nie. Zastanawiał mnie tylko fakt, kto mógł być w szkole. Sprzątaczka, może dyrektor? Ale dlaczego mieliby tam być o drugiej w nocy, wchodząc przez całkowicie otwarte drzwi?
Chłopak chciał już iść, ale zatrzymałam go, ostro ciągnąc za ramię. Spojrzał na mnie pytająco, na co ja wskazałam na drzwi wejściowe.
- Pójdę sprawdzić, kto był w szkole. Ty tu czekaj. - powiedziałam szeptem. Brunetowi wyraźnie się to nie spodobało, ponieważ kiedy odwróciłam się, chcąc wejść do środka złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę.
- Nie ma mowy. - odparł stanowczym głosem James. Przewróciłam tylko oczyma, ignorując jego odmowę.
- Jestem już dorosła, poradzę sobie. Co mi niby zrobi sprzątaczka? - przypomniałam mu. - Stój tu i czekaj, będę za pięć minut. - dodałam, otwierając drzwi. Wyraźnie słyszałam, jak chłopak głośno wzdycha, a kątem oka dostrzegłam, jak opiera się o ścianę, zakładając ręce na piersi. Zamknęłam drzwi za sobą i najciszej jak mogłam, zaczęłam iść w kierunku męskiej szatni. To stamtąd dobiegały dziwne odgłosy. Wysunęłam pazury, przechodząc obok szafek. Od szatni dzieliło mnie dosłownie kilka metrów, wolałam być przygotowana. Minęłam kosz, i stanęłam tuż obok drzwi. Jednym, zwinnym ruchem otworzyłam drzwi, starałam się zrobić to jak najciszej. O dziwo, drzwi nie zaskrzypiały, a bezszelestnie pozwoliły się otworzyć. Cicho weszłam do pomieszczenia, rozglądając się dosłownie we wszystkie strony. Schowałam się za szafkami, i zaglądnęłam do drugiej części szatni - łazienek. Dostrzegłam tam zieloną, łuskowatą posturę, zawzięcie czegoś szukającą. Rozwalała dosłownie wszystko. Starałam się złapać jej zapach, i udało mi się to. Teraz zamierzałam tak samo, cicho i niepostrzeżenie uciec. Powolnym krokiem wyszłam, nie zamykając drzwi. Przez kawałek korytarza szłam równie ostrożnie, potem jednak zaczęłam biec co tchu. Zdyszana, wybiegłam przez drzwi.
- Spadamy! - rzuciłam półgłosem, ani przez chwilę się nie zatrzymując.
- Christine, klucz! - warknął chłopak. Westchnęłam, i zawróciłam. Nerwowo wyjęłam klucz z kieszeni bluzy i zaczęłam nim kręcić. Położyłam go na parapecie obok okna i odeszłam. James mnie dogonił.
- Co tam było? - spytał, z poważną miną.
- Canima. Ale to nie był ten sam zapach, kiedyś w szkole. To musi być ktoś inny. - odparłam zadyszana, próbując się opanować.
- I co z nim robimy? - chłopak spojrzał na mnie pytająco.
- Nic. Bronimy się. - wzruszyłam ramionami. - Idziesz do mnie? - dodałam po chwili. Brunet wydawał się być zdziwiony.
- Po co niby? - uniósł w górę prawą brew.
- Nie wiem. Mamy wolne cały tydzień. Pooglądamy horror, czy coś. - bąknęłam pierwsze, co mi przyszło na myśl. - No co? Boisz się? - zaczęłam się szyderczo uśmiechać, żeby go przekonać. Musiał się zgodzić.
- Niech ci będzie. - burknął, odwracając głowę.
Po niedługiej chwili dotarliśmy do mojego domu (a może jednak rudery?), która w środku nie wyglądała tak jak na zewnątrz. Zupełnie.
- Dlaczego nie naprawisz tego domu od zewnątrz? - spytał chłopak, rozglądając się.
- Bo nie chcę. - wzruszyłam ramionami. - Wszyscy stąd uciekają jak tylko go widzą, poza tym dziwnie wyglądałby nowoczesny dom w lesie. - dodałam, otwierając drzwi do salonu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz