wtorek, 12 lipca 2016

Rozdział 3,2 - Christine

- Co ty tu... Właściwie robisz? - spytałam, siadając na boku łóżka. Chłopak wydawał się wyraźnie zdezorientowany, ja nie mniej. Tylko brązowowłosa zachowała spokój, uważając to za normalne - przynajmniej to wywnioskowałam po jej minie.
- Zostawię was samych. - rzuciła Camile po chwili, wychodząc z pomieszczenia, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Wymieniłam z brunetem niepewne spojrzenia, nie mając zupełnego pojęcia, co mu odpowiedzieć. On sam wydawał się żałować, że w ogóle tu przyszedł. W tym samym momencie coś przyszło mi do głowy.
- Śledziłeś mnie?! - wypaliłam znienacka. Dopiero po chwili zaczęłam żałować swych słów. Ale ze mnie durnota..
- Co? Nie! - zaprzeczył prawie natychmiast. - Wyczułem twój zapach... I canimy. Poza tym, co ci się stało w nos? - odparł po chwili, zdezorientowany jeszcze bardziej. Zachciało mi się śmiać, lecz dusiłam to w sobie. Martwił się o mnie? To prawda, że otarłam się o śmierć, ale nic w końcu się nie wydarzyło. Z tego wszystkiego zapomniałam już podziękować Camile.
- Przecież nic mi nie jest. - skłamałam, wyciągając telefon. - Ups, chyba się spóźniłam. - powiedziałam, szybko wybiegając z drewnianej szopki. Po drodze, wysłałam sms'a do Camile z podziękowaniami. Zmieniłam się w wilka i puściłam się biegiem przez las. Liście prawie bezszelestnie rozlatywały się we wszystkie strony pod moimi łapami. Słychać było tylko łamiące się gałęzie i szyszki, przez które bolały mnie łapy. Po chwili dotarłam do małego jeziorka na obrzeżach lasu. Za kąpieliskiem rozpoczynał się sąsiadujący las sosen, w którym byłam zaledwie parę razy, w ciągu całego mojego życia. Miałam podejść do wielkiego kamienia i na nim usiąść, kiedy usłyszałam w oddali szelest. Był on na tyle wyraźny, że miałam pewność, iż był to stuprocentowy człowiek. Nie mogłam się więc zmienić w wilkołaka, lecz byłam na tyle silna, żeby pokonać najnormalniejszego w świecie człowieka. Skryłam się za drzewem, oczekując, aż ofiara zbliży się wystarczająco daleko, abym mogła zaatakować.
 Gdy nieznajomy był tuż przed drzewem, za którym się ukryłam, wyszłam zza niego, bezmyślnie kopiąc ofiarę w twarz. Zrobiłam to o wiele mocniej, niż miałam zamiar - zapominając, że jest to człowiek, a nie istota nadprzyrodzona.
- O matko, przepraszam. - powiedziałam, widząc, że był to najnormalniejszy nastolatek. Zdaje się, że widziałam go kilka razy w szkole, może nawet na lekcji. Niewiele wyższy ode mnie chłopak z czarnymi włosami i błękitnymi oczyma.
 Dopiero po chwili siedzenia na runie leśnym czarnowłosy wstał, nadal trzymając się za nos. Sączyła się z niego krew, ogromnym strumieniem.
- Przepraszam. - wyjąkałam, podając chłopakowi chusteczkę.
- Masz całkiem mocnego kopa. - odpowiedział, uśmiechając się ciepło. Wziął ode mnie chusteczkę, po czym dodał. - Nic się nie stało. Równie dobrze mógłby to być pedofil.
 Uśmiechnęłam się delikatnie, lecz niezbyt długo. Można było się dosłownie zgubić w jego oczach, błękitnych jak woda na Hawajach.
- No tak. - odparłam po chwili, czując się lekko niezręcznie.
- Co robiłaś w lesie? - zapytał po dłuższym momencie milczenia, z obydwóch stron. Podniosłam głowę, długo zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Mieszkam niedaleko. - rzuciłam krótko, dość cichym tonem. Wzruszyłam ramionami, niewinnie rozglądając się dookoła. - A ty? - dodałam po krótce.
- Lubię spacery po lesie. - uśmiechnął się, patrząc w dal.
- Ah tak... Ja muszę już iść. Miło było. - powiedziałam od niechcenia, odwracając się na pięcie. Chłopak jednak złapał mnie za rękę, i pociągnął do siebie.
- Nie zdradziłaś mi jeszcze swojego imienia. - uniósł prawą brew. Nieco odsunęłam się od niego, robiąc dziwną minę.
- Christine. - bąknęłam, uciekając w przeciwnym kierunku.

James?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS
x x x x x x x.