piątek, 22 lipca 2016

Rozdział 4,3 - Christine -

 Zrezygnowana wróciłam do domu. Miałam wyrzuty sumienia za to, co zrobiłam. Przecież obiecałam sobie, żeby nikogo nie ranić, i w nikim się nie zakochać. Myślałam nad tym wszystkim całą noc. Mój mózg nie pozwolił mi nawet na sekundę zmrużyć oka. Miałam go przeprosić? Przestać się z nim spotykać... A może po prostu zacząć ignorować? Zaczęłam się zastanawiać, co ja do niego czuję, ale nie doszłam do jednoznacznego wniosku. Nigdy się tak naprawdę nie zakochałam, nie wiedziałam, jakie to uczucie. Minęła cała noc, a ja nadal miałam mieszane uczucia. Dopiero rano wymyśliłam, co mogłabym zrobić, choć wydawało się mi to tak absurdalne, że zaczęłam wierzyć w swoją głupotę. Nie miałam ochoty już spać, leżeć, czy robić cokolwiek innego.
 Leniwie zwlokłam się z łóżka i podreptałam do łazienki tuż obok. Spojrzałam w swoje odbicie w lustrze. Czułam się beznadziejnie za to, co zrobiłam. Ale cóż, trzeba było jakoś żyć dalej. Przepłukałam twarz wodą, po czym weszłam pod prysznic. Niedługo potem byłam już w kuchni, ubrana w świeże ciuchy. Nie miałam zamiaru się jakoś specjalnie ''stroić''. Wzięłam pierwsze lepsze rzeczy z szafy, czarny cropp top, czerwone trampki i zwykłe, jeans'owe spodenki. Czyż był sens kolejny raz robić śniadanie na własną rękę? Hmm... Raczej nie. Postanowiłam, że tym razem pójdę do mojej ulubionej kawiarni.
 Zamówiłam gofry z polewą toffi i bitą śmietaną, oraz malinowego shake'a. Niedługo potem kelner przyniósł moje śniadanie. Z czystą przyjemnością zjadłam w końcu nie spalone gofry. Po zjedzeniu wyszłam z kawiarni, płacąc za jedzenie. Tuż przed nią spotkałam brązowowłosą dziewczynę.
- Cześć Christine. - przywitała się, całkiem zaspanym jeszcze głosem.
- Cześć... Zdaje się, że nie lubisz zbyt wcześnie wstawać. - uśmiechnęłam się ironicznie, próbując zamaskować jakoś mój zły nastrój.
- Tia. Musiałam. Słyszałaś w ogóle, że Amber organizuje dzisiaj jakieś ognisko? - zagadnęła Camile, krzyżując ręce na piersi.
- Nie. Zaprosiła cię? - zapytałam, mrużąc oczy.
- Wszyscy z klasy są zaproszeni. Szczerze mówiąc, zamierzam tam dzisiaj być. I tak nie mam nic ciekawszego do roboty. - wzruszyła ramionami, po czym weszła do kawiarni. Postanowiłam od razu wrócić do domu. Z racji tego, że nie miałam co robić, włączyłam komputer. Przez chwilę oglądałam jakieś filmiki, później postanowiłam sprawdzić aktualizacje na portalach społecznościowych. Po chwili zobaczyłam pewną notkę. Amber oznajmiła, że robi piknik i ognisko o 16:00 przy lesie. Była już piętnasta. Musiałam podjąć szybką decyzję - idę, albo nie idę.
 Idę. Wzięłam na siebie tylko dres, torbę na telefon, coś do przekąszenia, picie, koc, aparat i latarkę. Ubrałam jakieś cięższe buty, tutaj sprawdziły się czarne glany, po czym wyruszyłam. Było to dosyć daleko od mojego domu, na obrzeżach lasu tuż obok szkoły. Dojście do celu zajęło mi prawie dwadzieścia minut. Większość osób była już na miejscu. W tłumie dostrzegłam Amber i jej koleżanki, siedziały na honorowym miejscu. Każdy rozłożył gdzieś swój koc i wyjął rzeczy do jedzenia. Kiełbaski i rzeczy na grilla miała załatwić nasza klasowa królowa. Zaczęłam rozglądać się po lesie, jednocześnie rozkładając swoje rzeczy. Zrobiło się trochę zimno, więc postanowiłam ubrać mój dres. Jednak nigdzie go nie było. Pewnie zostawiłam go w kuchni, kiedy wszystko pakowałam. Szlag. Teraz będę marznąć...
 Usiadłam na kocu. W pewnym momencie dostrzegłam znajomą sylwetkę. Chciałam czymś się zasłonić, ale James i tak mnie zauważył. Zaczęłam kląć coś pod nosem, udając, że nie widzę bruneta. Kątem oka dostrzegłam, jak chłopak otwiera usta, by coś powiedzieć, lecz Amber go uprzedziła i gdzieś go zaprowadziła. Odetchnęłam z ulgą. Dalsza część pikniku przebiegła sprawnie. Zjadłam jakiegoś rogalika, bo nie czułam jakiejś dużej potrzeby jedzenia. Gdy zaczęło robić się ciemno, chłopcy z naszej klasy zaczęli rozpalać ognisko. Wszyscy przenieśli się bliżej ogniska, miejsc było wystarczająco dużo.
- Christine... - usłyszałam za sobą. Gwałtownie podskoczyłam, upuszczając telefon. Odwróciłam się w tamtą stronę. - Możemy... Pogadać? - zapytał chłopak, dziwnie smutny. Poczułam się okropnie. To na pewno przeze mnie. Bez zastanowienia pokiwałam głową. Wstałam, idąc za brunetem w ustronne miejsce.
- Christine, przepraszam za wczoraj. Nie chciałem, żeby to tak wyszło... - zaczął się tłumaczyć.
- Nie musisz mnie przepraszać. - odparłam prawie zaraz, patrząc mu prawie prosto w oczy. - To ja zachowałam się jak idiotka. - dodałam cicho.
- Co... - chłopak nie zdążył dokończyć. Szybko złapałam go za kołnierz koszuli i przyciągnęłam do siebie, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku...

James?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS
x x x x x x x.