Przez wielkie okna rozpościerające się aż po koniec pomieszczenia wpadały promienie słoneczne, oświetlając całą salę treningową, pustą, jak zawsze o tej porze. W powietrzu unosił się zapach metalu i pachnidełek Cecily, które z resztą czuć było w prawie każdym zakątku Instytutu. Przez uchylone okno do środka dostawał się wiatr, który lekko rozwiewał moje jasne włosy. Sala treningowa wydawała się być dość duża, jednak w praktyce, kiedy przychodziło do treningu, miejsce i przestrzeń jakby umykało wraz z rosnącą adrenaliną. W kącie leżało parę drewnianych kołków, długie miecze oznaczone runami i stare, zniszczone noże serafickie. Na przeciwległej ścianie zawieszone były drewniane półki, na których leżały strzały i łuki, a zaraz obok znajdowały się wieszaki z nożami serafickimi. Niektóre z nich już naznaczone były runami, inne zaś nie. Oprócz paru worków do boksowania, w pomieszczeniu nie znajdowało się już praktycznie nic.
Założyłam kosmyk włosów za ucho, kiedy poczułam delikatne łaskotanie na twarzy, i ponownie skupiłam się na struganiu strzał. Moja poprzednia kolekcja kurczyła się tak szybko, jak i została zrobiona, więc zmuszona byłam stworzyć nową. Nie to, żebym narzekała, bo to zajęcie nie sprawiało mi trudności, a nawet dawało trochę satysfakcji, ale trzeba było poświęcić na to trochę czasu. Kątem oka dostrzegłam zachodzące słońce, które dało mi do myślenia, żebym się pospieszyła, bo Dolores nie lubiła, gdy ktoś spóźniał się na kolację. Szczególnie zdziwił mnie fakt, że siedziałam tutaj praktycznie od południa. Kiedy uniosłam kolejną strzałę, dotarł do mnie dźwięk otwieranych drzwi, przez co tak szybko, jak ją chwyciłam, tak szybko upuściłam.
- Hej, laleczko. Jestem aż tak straszny? - spytał dobrze znany mi, męski głos.Wyraźnie zirytowana uniosłam strzałę i bez słowa powróciłam do czynności, którą wcześniej wykonywałam. Wiedziałam, że Damon coś wykombinuje, i nie myliłam się.
- A gdzie chociażby ''cześć''? - nim się obejrzałam, chłopak był tuż za mną, opierając głowę na moim ramieniu. Podskoczyłam, bo jak zwykle poruszał się bezszelestnie. Cholera, znowu się wystraszyłam, i przy okazji zapewne zbłaźniłam.
- Przeszkadzasz mi. A, no i, przypomnij mi, która godzina? - stwierdziłam, dyskretnie stając brunetowi na stopie, przez co na chwilę odczepił się, wydając z siebie cichy syk.
- Nie lubię, jak to robisz. Mam już dwa siniaki, męska bokserko. - fuknął niezadowolony, cicho wzdychając. Zachichotałam pod nosem. - Siedzisz tu dokładnie sześć godzin, więc wiesz, Dolores wolałaby, żebyś była punktualnie.
- Łapię. Poza tym, sam się prosisz. Nie każę ci się o mnie opierać. - burknęłam, zawadiacko się szczerząc.
- Co ja poradzę, Laleczko, że twoje włosy pachną miodem. - wzruszył ramionami.
- Jedyne, na co radzę ci mieć wpływ, to to, żebyś przestał mnie tak nazywać. Cholera, nie nazywam się Barbie! - spojrzałam na niego morderczym wzrokiem, odkładając strzałę na stosik pozostałych. Nie musiałam patrzeć na Damona, by wiedzieć, że uśmiecha się z satysfakcją.
- Ale twoje włoooosyy... No, dobra. Lepiej się pospieszmy, bo pójdziemy na polowanie głodni. - powiedział brunet, ciągnąc mnie za rękę.
- Jedyna słuszna uwaga. - zaraz po tym stwierdzeniu wskoczyłam na plecy chłopaka, po czym dyskretnie udaliśmy się do jadalni.
Po kolacji wymknęłam się Damon'owi i poszłam krętymi korytarzami w stronę swojego pokoju, który był jednym z najbardziej oddalonych sypialni w Instytucie. Po drodze mijałam różne trofea i obrazy zawieszone na ścianach, oświetlane jedynie przez ścienne lampki, które dodawały tajemniczości i mroku ciemnym korytarzom. Nie mogło zabraknąć również plagiatu obrazu Kielichu Anioła, oraz znanego Kielicha we własnej, skopiowanej osobie. Słyszałam, że to samo jest w każdym Instytucie, co w sumie mnie nie dziwiło w ani jednym procencie. Kiedy w końcu dotarłam do pokoju, szybko wzięłam prysznic i ubrałam czarny strój na polowania. Następnie wróciłam przez dobrze znane mi korytarze do sali treningowej po łuk oraz nową kolekcję strzał. Tutaj też miałam czekać na Damon'a, który zjawił się, jak zawsze, spóźniony.
- O nie. - mruknął pod nosem, kiedy podszedł bliżej. - Związałaś włosy.
- Co w tym dziwnego? - zaśmiałam się, gdy chłopak przepuścił mnie pierwszą przez ogromne drzwi wejściowe Instytutu.
- Nie mam czego wąchać. - stwierdził z rozdrażnieniem, zaczepiając mi kosmyk włosów za ucho. - Cecily powiedziała, że mamy iść do lasu, podobno zauważono tam podejrzaną aktywność demonów. Wysłała tam też jednego typka, ale nie sądzę, żebyśmy spotkali go w tak dużym lesie. - powiedział, zupełnie zmieniając temat. Zastanawiało mnie tylko, czy zrobił to celowo, czy może nieświadomie.
- Okej? Będziemy się rozdzielać, bo to dość duży teren? - spytałam z czystej ciekawości.
- A co, jak będę się bać? Nie pomyślałaś o tym? - burknął, wyraźnie rozbawiony. - Okej, zanim zdążysz coś powiedzieć, albo przyprawisz mnie o kolejnego siniaka, to tak, rozdzielamy się. Wiedziałaś, że naprawdę zrobiłaś mi trzeciego siniaka? - czasem naprawdę dziwiło mnie, ile Damon potrafił mówić w ciągu paru sekund. W przeciwieństwie do mnie, rzecz jasna. Odpowiedziałam mu jedynie rozbawionym uśmiechem i cichym prychnięciem.
Po paru minutach drogi pieszo, dotarliśmy do wspomnianego wcześniej lasu. Było tu ciemno i dość chłodno, mimo dodatniej temperatury. Słyszałam gdzieniegdzie pohukiwania sów i ciche śpiewy ptaków, które jeszcze nie spały. Przez korony drzew widziałam przebijający się księżyc, prawie w pełni. Rozdzieliliśmy się praktycznie na początku ścieżki, więc miałam sporo czasu na nasłuchiwanie podejrzanych dźwięków demonów i rozmyślania. Chcąc być w gotowości, wyjęłam łuk i strzałę z pochwy, cały czas patrolując teren. W pewnej chwili usłyszałam podejrzany szmer, który wyłapałam praktycznie od razu. Nie musiałam długo czekać na to, żeby demon wyskoczył na mnie zza krzaka. Natychmiast naciągnęłam łuk i wystrzeliłam, trafiając prosto w oko. Dotarło do mnie zawodzenie i jęki trafionego demona. Z zamiarem podejścia bliżej, żeby dobić zmiennokształtnego, dostrzegłam druga postać, wyglądającą na człowieka. W pewnym momencie wbił ostrze w demona, po czym jakby natychmiast odwrócił się w moją stronę. Byłam prawie pewna, że to Nocny Łowca, stwierdzając po jego sztylecie.
- Niezły strzał. - rzucił tylko, przez co zmuszona byłam podejść bliżej. Od razu do głowy przyszły mi słowa Damon'a, o typku, którego wysłała Cecily przed nami.
- Dzięki. - odparłam oschle, wyciągając z trupa strzałę ociekającą czarnym płynem. Nie minęła sekunda, zanim demon zniknął, wracając z powrotem do piekła. Tym razem na dobre. - Mogę poznać chociaż twoje imię? - dodałam nieco przyjaźniej.
- Seth. Jak to możliwe, że jeszcze się nie znamy? - nieznajomy uniósł prawą brew w pytającym geście.
- Cassandra. O ile jesteś z Londyńskiego Instytutu, to nie mam pojęcia. - delikatnie się uśmiechnęłam, i słysząc kolejny szmer, z powrotem naciągnęłam łuk, gotowa strzelać. Ku mojemu zaskoczeniu, z krzaków wyszedł Damon.
Seth?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz