Nigdy nie sądziłem, że polowanie przyniesie mi taką radość. Szedłem teraz ciemnymi ulicami Londynu, oświetlonymi latarniami, przy których panoszyły się ćmy. Oczywiście ludzie mnie nie widzieli, dzięki jednej z run. Nie do końca wiedziałem gdzie zmierzam, po prostu szedłem przed siebie. Choć lubiłem gwar miasta, nie raz wolałem być na uboczu. W tak wielkim mieście jak Londyn, nie trudno było się domyślić, że coś się dzieje. Skręciłem teraz w mniejszą uliczkę. Nagła tak wielka aktywność demonów zastanawiała każdego Londyńskiego Nefilim. Byłem teraz w starej, opuszczone dzielnicy Londynu. Między innymi tutaj udali się nocni łowcy, przez ostatni atak demonów. Nie powiem, stara dzielnica świetnie nadawała się na ich kryjówkę. Zaraz obok było stary, opuszczony cmentarz, śmietnisko, i parę starych opuszczonych lokali. Rzadko takie miejsca można było zobaczyć w dużych miastach. To miejsce w ogóle nie przypominało choć trochę innych dzielnic Londynu. Wyglądało, jakby stało się tu coś strasznego. Nagle usłyszałem krzyk. Był on kobiecy i wydawał się dziwnie znajomy... urwał się w połowie. Zacząłem szybko biec w kierunku znajomego mi głosu. W tej chwili ujrzałem obraz w głowie.
Cassie.
Po chwili byłem już na miejscu. Znajdowałem się w ciemnej uliczce, pomiędzy dwoma blokami. Zauważyłem opartą plecami o ścianę Cassandrę Nad nią stały dwa , średniej wielkości demony. Moja ręką opierał się teraz na klindze noża. Demony jeszcze mnie nie zauważyły, więc głośnym szeptem wypowiedziałem imię miecza. Ten błysnął błękitną poświatą. Dziewczyna odpychała ciężko zranionymi rękoma demony. Podejście do nich i zabicie ich, było by łatwe, ale zarazem głupie, gdyż ich ciało po spotkaniu nagle rozpływało się w dużej temperaturze, przez co na pewno bym ją poparzył. Nie mogłem dużej czekać. Wziąłem leżącą pod moimi nogami szklaną butelkę i rzuciłem w przeciwnym kierunku. Ku mojemu zadowoleniu, wywołała głośny hałas przez co oba demony natychmiastowo poruszyły w jego kierunku. Na szczęście oba demony, choć przeciwnych ras nie były inteligentne, choć dość duże jak na ich występowanie. Kiedy stanęły przy rozbitej butelce podbiegłem do nich, wykonując celny zamach. Po chwili były już w drodze do piekła. Podszedłem teraz do Cassie. Dziewczyna była dość blada. Zmierzyłem jej puls, po czym odetchnąłem z ulgą. Z kieszeni sprawnie wyciągnąłem stelę, po czym zacząłem robić iratze. Czubek steli dotchnął jej skóry po czym zaczął tworzyć czarny znak. Po chwili już działał. Na rękach dziewczyny zobaczył iście czerwone plamy. Bez wątpienia, był to jad demona. Wiedziałem, że to teraz nie wystarczy. Dziewczyna musiała znaleźć się w instytucie. Bez dłuższego namysłu postanowiłem zanieść ją do instytutu. Po chwili z dziewczyną na rękach opuściłem to dziwne miejsce. Zorientowałem się, że dziewczyna jest przytomna. Lekko wtuliła się we mnie. Nie bacząc się na to, zacząłem coraz szybciej biec.
Cassie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz