sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 4,5 - Christine -

Brak komentarzy:
- Odprowadzę cię do domu. O ile nie masz nic przeciwko. - chłopak niepewnie się uśmiechnął. Przeniosłam wzrok na niego, i zamyślona pokiwałam głową. Prawie wszyscy już poszli, zostaliśmy tylko my i parę koleżanek Amber. Wzięłam swoje rzeczy i spakowałam je do torby. Mieliśmy już odchodzić, kiedy z daleka słychać było czyjś głos, wołający imię James'a.
- James, poczekaj! - krzyczała blondynka, biegnąc w szpilkach w naszą stronę. Przewróciłam oczyma, kiedy brunet na nią zaczekał. Założyłam ręce na piersi, wiedząc, co ona chce zrobić. Mogłam tylko mieć nadzieję, że James na to nie pozwoli. Jeżeli tak, nie mam zamiaru więcej się z nim spotykać.
 Dziewczyna podeszła do niego na tyle blisko, że nie chciałam już na to patrzeć. Odwróciłam się, chcąc już iść.
- Dziękuję, że przyszedłeś. - powiedziała milutkim głosem, jeżdżąc palcem po jego torsie. James odrzucił ją i bez słowa odszedł, ciągnąc mnie za rękę. Kątem oka spojrzałam na blondynkę. Zauważyłam, jak jej kolor oczu zmienia się na zielony, zupełnie jak u... canimy! Natychmiast odwróciłam chłopaka. Kiedy spojrzał w tamtą stronę, Amber już nie było.
- O co ci chodzi? - spytał, patrząc na mnie z poirytowaniem.
- Nic. - odparłam cicho, jak gdyby nigdy nic, rozglądając się dookoła. Brunet nie zastanawiał się dłużej i jak gdyby nigdy nic, w milczeniu dotarliśmy pod mój dom. Otworzyłam drzwi, odwróciłam się i zdjęłam skórzaną kurtkę z ramion, po czym rzuciłam ją w stronę James'a.
- Dzięki. - delikatnie się uśmiechnęłam, wchodząc do domu. Przed tym jeszcze chłopak zdążył podejść do mnie od tyłu, odwrócić mnie i złapać mnie w tali. Przyciągnął mnie do siebie, spojrzał prosto w oczy, po czym nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku niczym z filmu romantycznego. Rękoma objęłam jego szyję i kontynuowałam pocałunek.
- Nie ma za co. - szelmowsko się uśmiechnął, zmienił postać w wilczą i uciekł cwałem przez las. Jego sylwetka stawała się coraz bardziej ciemna, a niedługo potem zniknęła za drzewami. Jeszcze chwilę patrzyłam na horyzont, ale zaraz odwróciłam się i weszłam do domu. Otworzyłam drzwi do sypialni, wtedy poczułam, jak ogarnia mnie fala zmęczenia. Było już dość późno, więc padłam na łóżko i jak nigdy, po chwili zasnęłam.
 Obudziłam się rano, a przynajmniej myślałam, że było rano. Spojrzałam na zegar naprzeciwko mojego łóżka, i mocno się pomyliłam. Było już po czternastej. Szybko wstałam, wzięłam prysznic i ubrałam pierwsze lepsze ciuchy z szafy. Postanowiłam, że tym razem też zjem na mieście. Wzięłam czerwone trampki na koturnie, skórzaną kurtkę i wyszłam. Zamknęłam drzwi na klucz. Gdy zeszłam ze schodków, usłyszałam szmery za krzakiem. Przygotowana, aby naskoczyć na napastnika, wskoczyłam w krzaki. Niefortunnie, za nimi była górka, i stoczyłam się razem z jakimś chłopakiem z górki. Gdy byliśmy na samym dole, spostrzegłam, że to James. W końcu zatrzymaliśmy się. Leżałam na nim z grobową miną. Po chwili wybuchłam niekontrolowanym śmiechem.

James? xD

piątek, 22 lipca 2016

Rozdział 4,3 - Christine -

Brak komentarzy:
 Zrezygnowana wróciłam do domu. Miałam wyrzuty sumienia za to, co zrobiłam. Przecież obiecałam sobie, żeby nikogo nie ranić, i w nikim się nie zakochać. Myślałam nad tym wszystkim całą noc. Mój mózg nie pozwolił mi nawet na sekundę zmrużyć oka. Miałam go przeprosić? Przestać się z nim spotykać... A może po prostu zacząć ignorować? Zaczęłam się zastanawiać, co ja do niego czuję, ale nie doszłam do jednoznacznego wniosku. Nigdy się tak naprawdę nie zakochałam, nie wiedziałam, jakie to uczucie. Minęła cała noc, a ja nadal miałam mieszane uczucia. Dopiero rano wymyśliłam, co mogłabym zrobić, choć wydawało się mi to tak absurdalne, że zaczęłam wierzyć w swoją głupotę. Nie miałam ochoty już spać, leżeć, czy robić cokolwiek innego.
 Leniwie zwlokłam się z łóżka i podreptałam do łazienki tuż obok. Spojrzałam w swoje odbicie w lustrze. Czułam się beznadziejnie za to, co zrobiłam. Ale cóż, trzeba było jakoś żyć dalej. Przepłukałam twarz wodą, po czym weszłam pod prysznic. Niedługo potem byłam już w kuchni, ubrana w świeże ciuchy. Nie miałam zamiaru się jakoś specjalnie ''stroić''. Wzięłam pierwsze lepsze rzeczy z szafy, czarny cropp top, czerwone trampki i zwykłe, jeans'owe spodenki. Czyż był sens kolejny raz robić śniadanie na własną rękę? Hmm... Raczej nie. Postanowiłam, że tym razem pójdę do mojej ulubionej kawiarni.
 Zamówiłam gofry z polewą toffi i bitą śmietaną, oraz malinowego shake'a. Niedługo potem kelner przyniósł moje śniadanie. Z czystą przyjemnością zjadłam w końcu nie spalone gofry. Po zjedzeniu wyszłam z kawiarni, płacąc za jedzenie. Tuż przed nią spotkałam brązowowłosą dziewczynę.
- Cześć Christine. - przywitała się, całkiem zaspanym jeszcze głosem.
- Cześć... Zdaje się, że nie lubisz zbyt wcześnie wstawać. - uśmiechnęłam się ironicznie, próbując zamaskować jakoś mój zły nastrój.
- Tia. Musiałam. Słyszałaś w ogóle, że Amber organizuje dzisiaj jakieś ognisko? - zagadnęła Camile, krzyżując ręce na piersi.
- Nie. Zaprosiła cię? - zapytałam, mrużąc oczy.
- Wszyscy z klasy są zaproszeni. Szczerze mówiąc, zamierzam tam dzisiaj być. I tak nie mam nic ciekawszego do roboty. - wzruszyła ramionami, po czym weszła do kawiarni. Postanowiłam od razu wrócić do domu. Z racji tego, że nie miałam co robić, włączyłam komputer. Przez chwilę oglądałam jakieś filmiki, później postanowiłam sprawdzić aktualizacje na portalach społecznościowych. Po chwili zobaczyłam pewną notkę. Amber oznajmiła, że robi piknik i ognisko o 16:00 przy lesie. Była już piętnasta. Musiałam podjąć szybką decyzję - idę, albo nie idę.
 Idę. Wzięłam na siebie tylko dres, torbę na telefon, coś do przekąszenia, picie, koc, aparat i latarkę. Ubrałam jakieś cięższe buty, tutaj sprawdziły się czarne glany, po czym wyruszyłam. Było to dosyć daleko od mojego domu, na obrzeżach lasu tuż obok szkoły. Dojście do celu zajęło mi prawie dwadzieścia minut. Większość osób była już na miejscu. W tłumie dostrzegłam Amber i jej koleżanki, siedziały na honorowym miejscu. Każdy rozłożył gdzieś swój koc i wyjął rzeczy do jedzenia. Kiełbaski i rzeczy na grilla miała załatwić nasza klasowa królowa. Zaczęłam rozglądać się po lesie, jednocześnie rozkładając swoje rzeczy. Zrobiło się trochę zimno, więc postanowiłam ubrać mój dres. Jednak nigdzie go nie było. Pewnie zostawiłam go w kuchni, kiedy wszystko pakowałam. Szlag. Teraz będę marznąć...
 Usiadłam na kocu. W pewnym momencie dostrzegłam znajomą sylwetkę. Chciałam czymś się zasłonić, ale James i tak mnie zauważył. Zaczęłam kląć coś pod nosem, udając, że nie widzę bruneta. Kątem oka dostrzegłam, jak chłopak otwiera usta, by coś powiedzieć, lecz Amber go uprzedziła i gdzieś go zaprowadziła. Odetchnęłam z ulgą. Dalsza część pikniku przebiegła sprawnie. Zjadłam jakiegoś rogalika, bo nie czułam jakiejś dużej potrzeby jedzenia. Gdy zaczęło robić się ciemno, chłopcy z naszej klasy zaczęli rozpalać ognisko. Wszyscy przenieśli się bliżej ogniska, miejsc było wystarczająco dużo.
- Christine... - usłyszałam za sobą. Gwałtownie podskoczyłam, upuszczając telefon. Odwróciłam się w tamtą stronę. - Możemy... Pogadać? - zapytał chłopak, dziwnie smutny. Poczułam się okropnie. To na pewno przeze mnie. Bez zastanowienia pokiwałam głową. Wstałam, idąc za brunetem w ustronne miejsce.
- Christine, przepraszam za wczoraj. Nie chciałem, żeby to tak wyszło... - zaczął się tłumaczyć.
- Nie musisz mnie przepraszać. - odparłam prawie zaraz, patrząc mu prawie prosto w oczy. - To ja zachowałam się jak idiotka. - dodałam cicho.
- Co... - chłopak nie zdążył dokończyć. Szybko złapałam go za kołnierz koszuli i przyciągnęłam do siebie, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku...

James?

Rozdział 4,2 - James

Brak komentarzy:
Ja... P-przepraszam... - wyjąkała
Po naszym pocałunku dziewczyna uciekła. Przez chwilę patrzyłem tylko w stronę w którą uciekła. Czułem się dziwnie... Zależało mi na niej, a teraz nie wiem czy będzie chciała mnie znać. Wstałem czując poczucie winy.
-Cholera-powiedziałem waląc pięścią w drzewo.
Westchnąłem głośno. Wybrałem stronę w którą dziewczyna pobiegła.
-Christine, ja nie chciałem żeby tak wyszło-wołałem chodząc po ciemnym lesie.
Po godzinie chodzenia po lesie wróciłem do kawalerki. Przeglądałem posty na Facebooku. Jeden od Amber. Pisała o jutrzejszym pikniku klasowym, by załagodzic ostanie wydarzenia. Wszyscy zostali zaproszeni. Nie myśląc długo, poszłem spać olewając całą sprawę. Problem w tym, że nie mogłem zasnąć, co zdarza mi się dość żadko. Myślałem co jej jutro powiem, gdy ją zobaczę. Myślałem całą noc, patrząc w jakże ciekawy sufit.
~*~
Wstałem około południa. Słońce zaglądało wesoło przez okno, było dość gorąco. Wydarzenie miało się odbyć o 16:00, przy lesie w miejscu do robienia ogniska. Dobrze wiedziałem gdzie to jest. Jak byłem mały, często tam przychodziłem tam bez ojca, a właściwie by schować sie przed nim. Podreptałem w stronę szafy, po czym ją otworzyłem. Nie miałem zbyt wiele do wyboru: ubrałem zwykłe jeansy, białą koszulkę z kołnierzem i czarną skórzaną kurtkę. Może nie ubrałem się jak modelka, to nie Project Runway. Poszłem na piknik. Słońce dzisiaj paliło, wiatru prawie nie było, na niebie można było zobaczyć niezbyt miło wyglądające szare jak kawałki krzemienia chmury, zbliżające się w stronę miasta.

Chistineee!
Szory że krótkie :C 

środa, 20 lipca 2016

Rozdział 4,1 - Christine -

Brak komentarzy:
 Spojzałam bezemocjonalnie na przybysza. Na twarzy bruneta zaistniał szeroki, sarkastyczny uśmieszek, zauważyłam również, że trzyma coś za plecami. Kątem oka dostrzegłam godzinę
na telefonie, równa północ.
- Niezłe wyczucie czasu. - odparłam, przeciągając się. Niechętnie zwlokłam się z łóżka, siadając na jego rogu. - Po co tu przyszedłeś? - dodałam, robiąc podejrzliwą minę.
- Chciałem tylko powiedzieć... - zaczął, robiąc "dramatyczną pauzę". - WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! - skończył, wyciągając zza pleców ogromną czekoladę.
- Co? Serio? Skąd wiedziałeś? - spytałam, mimowolnie się uśmiechając. James wręczył mi czekoladę z triumfującym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy.
- Chyba zbyt dużym drukiem napisałaś to na kalendarzu w kuchni. - wzruszył ramionami.
- Dzięki. Nie chciałam, żeby ktoś wiedział. - odpowiedziałam , kładąc prezent na szafce. Westchnęłam cicho, patrząc spode łba na bruneta.
- Dlaczego? Przecież takie rzeczy się świętuje! - udawanie się obruszył.
- Po prostu nie chciałam - odburknęłam cicho, spuszczając wzrok. Chłopak spojrzał na mnie z zaciekawieniem, po czym się uśmiechnął.
- Mogę cię na chwilę porwać? - zapytał po chwili milczenia.Nie wiedziałam za bardzo o co mu chodzi, dlatego pozostawiłam sobię chwilę na interpretację jego słów.
- Mam nadzieję, że nie jesteś gwałcicielem. - uniosłam prawą brew w podejrzliwym geście.
- Podobno umiesz się obronić. - sarkastycznie się wyszczerzył, wychodząc przez okno. Z zewnątrz spojrzał na mnie jak na wariatkę, więc w końcu wyszłam za nim. Przez dłuższą chwilę szliśmy przez las w milczeniu, inną drogą niż zwykle. Kiedy wyszliśmy ze znajomego mi już lasu na skrytą w mroku nocy polankę, odważyłam się w końcu zapytać.
- Gdzie właściwie idziemy? - spytałam, przez zżerającą mnie ciekawość. Brunet przeniósł swoje spojrzeniie z odległego horyzontu na mnie.
 - To ma być niespodzianka. Zazwyczaj utrzymuje się je w tajemnicy. - wzruszył ramionami, znów wpatrując się w dal.
- Nienawidzę niespodzianek. - fuknęłam, krzyżując ręce na piersi.
- Mogę ci tylko powiedzieć, że już niedaleko. - kątem oka zobaczyłam, jak delikatnie się uśmiecha, ze spojrzeniem utkwionym gdzieś tam. Spróbowałam dostrzec coś, w co on się wpatrywał, lecz przed nami widziałam tylko pagórek, z prześlicznym, ogromnym dębem na samym jego końcu. Zdziwiłam się, kiedy James zaczął prowadzić mnie w jego kierunku. Co niby było ciekawego w jakimś dębie? Gdy wyszliśmy na sam " szczyt, dotarło do mnie, po co mnie tu przyprowadził.
 Moim oczom ukazał się bardzo piękny, a zarazem niespotykany krajobraz. Koniec pagórka zakończony był skalistym brzegiem, a z jego szczytu widać było całe miasto, zatopione w czerni i mroku nocy. Większość budynków była oświetlona, dzięki czemu dawało to niesamowity efekt, z takiej odległości. Dodatkowo, gwiazdozbiór stąd wydawał się o wiele piękniejszy. Wszystkie gwiazdy były bardzo dobrze widoczne, a pośród nich ukazała się niebiesko - zielona zorza polarna.
- Wow... - piwiedziałam tylko ściszonym głosem. James, zatopiony w promiennie sarkastycznym uśmieszku, posłałkoc, i kazał mi na nim usiąść.
- I jak? - zapytał wyraźnie zadowolony brunet, z triumfującym uśmiechem na twarzy.
- Czemu pytasz? - odparłam, zakładając ręce na kolanach. W zamyśleniu obserwowałam niebo. Księżyc wyraźnie wskazywał na to, że niedługo miała być pełnia.
- Bo to jest ta niespodzianka. Chciałbym poznać twoją opinię. - odpowiedział, wzruszając ramionami.
- Tu jest niesamowicie. - wykrztusiłam z siebie. James sarkastycznie się uśmiechnął, co zauważyłam kątem oka. Wolno przysunął się do mnie. Odwróciłam głowę, mierząc chłopaka zaciekawionym spojrzeniem. Brunet przysunął głowę bliżej, po czym delikatnie uniósł mój podbródek i zbliżył swoje usta do moich. Nie zdążyłam zareagować, kiedy nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. W połowie jednak dostałam impuls, który mówił, żeby przestać. Nie wiedzieć, czemu, posłuchałam go. Przerwałam pocałunek i szybko wstałam, spanikowana.
- Ja... P-przepraszam... - wyjąkałam. Zupełnie straciłam nad sobą panowanie, i... uciekłam. Po prostu uciekłam, jak tchórz...

James?

niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 3,8 - Christine -

Brak komentarzy:
 Obudziłam się rano, zupełnie nieświadoma tego, co się właściwie stało. Rozglądnęłam się po pustym pokoju, usiłując sobie coś przypomnieć. Pamiętałam tylko, że wróciłam do domu ze szkoły razem z James'em i oglądaliśmy horror, a potem jakby urwała mi się płyta. Po raz kolejny rozglądnęłam się po pustym pomieszczeniu. Spostrzegłam, że telewizor był wyłączony, a okno obok stoliku nie domknięte. Postanowiłam podejść i je zamknąć. Wtedy też dotarło do mnie, że ktoś przykrył mnie kocem. Zrzuciłam go z siebie i zamknęłam okno, jeszcze ziewając. Skierowałam swoje kroki do łazienki, gdzie wzięłam krótki prysznic i założyłam świeże ubrania. Nie miałam co ze sobą zrobić, dlatego podjęłam najgorszą decyzję w życiu - zrobić naleśniki. Nie mogłam się pochwalić zbyt dobrymi umiejętnościami kucharskimi. Prawde mowiac wszystkie były albo spalone, albo  się rozwalały. Mama chyba nie byłaby ze mnie zbyt dumna, ale cóż, przynajmniej zajęłam się czymś na dłuższą chwilę. Muszę przyznać, że doprawienie ich dużąwarstwą nutelli i cukru pudru wcale nie było złym pomysłem! Zaczęło mnie zastanawiać, która właścieie jest godzina. Myślałam, że jest rano, jednak nieco się pomyliłam. "Nie ma to jak wstać o trzynastej!"  - powiedziałam sama do siebie. A więc miałam pół dnia dla siebie. Na ogół nie miałam nic ciekawego do robienia, toteż postanowiłam, że przejdę się pi lesie. Przy okazji spaceru zrobiłam kilka fajnych zdjęć. Wróciłam do domu równo z zachodem słońca. Zazwyczaj w domu się nudziłam, albo wychodziłam gdzieś na noc. Tym razem włączyłam nie używanego od dawna laptopa  chcąc poprzeglądać sobie profile osób z mojej klasy. Na pierwszy ogień poszedł James. Nic szczególnego, jedynife zdjęcie profilowe i kilka informacji, które już z resztą wiedziałam. Później przypomniałam sobie o osobie, o której nie wiedziałam nic, może prócz tego, że była sztuczna, wredna i samolubna. Miliony selfie i zdjęć z wakacji, niektóre pół nagie. Później weszłam w sekcję komentarzy. Na początku wiele pochwał, słodkich konwersacji i słodzenia na temat, jaka ona to nie jest wspaniała. Czekałam tylko na choć jeden hejt, jednak z początku nic nie znalazłam. Dopiero po chwili szukania odnalazłam parę niepokojących wiadomości. Mianowicie, koleś o nicku " Mroczny Anonim" wyzywał naszą drogą Amber oraz zarzucał jej branie narkotyków i inne rzeczy. Zaczęłam zagłębiać się w tę historię. Prawdopodobnie Amber wielokrotnie zmieniała szkołę, a jej rodzice wszystkim płacili, żeby utrzymywali w tajemnicy jej wybryki. Dodatkowo, nasza pani Idealna była w poprawczaku oraz specjalnej szkole, dzięki czemu teraz jest całliem normalna.
 Tak zagłębiłam się w tę historię, że nim się obejrzałam, była już 23:30. Postanowiłam pójść się położyć. Założyłam słuchawki na uszy i zamknęłam oczy. Nim się obejrzałam, minęło już trochę czasu. Usłyszałam jakiś szelest, przez co natychmiast wstałam. Po chwili przez okno do mojej sypialni weszła znajoma mi już postać, Jamesa.

James?
Sorki za błędy, ale mi strasznie ścina. :c

piątek, 15 lipca 2016

Rozdział 3,6 - Christine -

Brak komentarzy:
 W tej chwili nie obchodził mnie deszcz, to czy było mokro, czy nie. Zastanawiał mnie tylko fakt, kto mógł być w szkole. Sprzątaczka, może dyrektor? Ale dlaczego mieliby tam być o drugiej w nocy, wchodząc przez całkowicie otwarte drzwi?
 Chłopak chciał już iść, ale zatrzymałam go, ostro ciągnąc za ramię. Spojrzał na mnie pytająco, na co ja wskazałam na drzwi wejściowe.
- Pójdę sprawdzić, kto był w szkole. Ty tu czekaj. - powiedziałam szeptem. Brunetowi wyraźnie się to nie spodobało, ponieważ kiedy odwróciłam się, chcąc wejść do środka złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę.
- Nie ma mowy. - odparł stanowczym głosem James. Przewróciłam tylko oczyma, ignorując jego odmowę.
- Jestem już dorosła, poradzę sobie. Co mi niby zrobi sprzątaczka? - przypomniałam mu. - Stój tu i czekaj, będę za pięć minut. - dodałam, otwierając drzwi. Wyraźnie słyszałam, jak chłopak głośno wzdycha, a kątem oka dostrzegłam, jak opiera się o ścianę, zakładając ręce na piersi. Zamknęłam drzwi za sobą i najciszej jak mogłam, zaczęłam iść w kierunku męskiej szatni. To stamtąd dobiegały dziwne odgłosy. Wysunęłam pazury, przechodząc obok szafek. Od szatni dzieliło mnie dosłownie kilka metrów, wolałam być przygotowana. Minęłam kosz, i stanęłam tuż obok drzwi. Jednym, zwinnym ruchem otworzyłam drzwi, starałam się zrobić to jak najciszej. O dziwo, drzwi nie zaskrzypiały, a bezszelestnie pozwoliły się otworzyć. Cicho weszłam do pomieszczenia, rozglądając się dosłownie we wszystkie strony. Schowałam się za szafkami, i zaglądnęłam do drugiej części szatni - łazienek. Dostrzegłam tam zieloną, łuskowatą posturę, zawzięcie czegoś szukającą. Rozwalała dosłownie wszystko. Starałam się złapać jej zapach, i udało mi się to. Teraz zamierzałam tak samo, cicho i niepostrzeżenie uciec. Powolnym krokiem wyszłam, nie zamykając drzwi. Przez kawałek korytarza szłam równie ostrożnie, potem jednak zaczęłam biec co tchu. Zdyszana, wybiegłam przez drzwi.
- Spadamy! - rzuciłam półgłosem, ani przez chwilę się nie zatrzymując.
- Christine, klucz! - warknął chłopak. Westchnęłam, i zawróciłam. Nerwowo wyjęłam klucz z kieszeni bluzy i zaczęłam nim kręcić. Położyłam go na parapecie obok okna i odeszłam. James mnie dogonił.
- Co tam było? - spytał, z poważną miną.
- Canima. Ale to nie był ten sam zapach, kiedyś w szkole. To musi być ktoś inny. - odparłam zadyszana, próbując się opanować.
- I co z nim robimy? - chłopak spojrzał na mnie pytająco.
- Nic. Bronimy się. - wzruszyłam ramionami. - Idziesz do mnie? - dodałam po chwili. Brunet wydawał się być zdziwiony.
- Po co niby? - uniósł w górę prawą brew.
- Nie wiem. Mamy wolne cały tydzień. Pooglądamy horror, czy coś. - bąknęłam pierwsze, co mi przyszło na myśl. - No co? Boisz się? - zaczęłam się szyderczo uśmiechać, żeby go przekonać. Musiał się zgodzić.
- Niech ci będzie. - burknął, odwracając głowę.
 Po niedługiej chwili dotarliśmy do mojego domu (a może jednak rudery?), która w środku nie wyglądała tak jak na zewnątrz. Zupełnie.
- Dlaczego nie naprawisz tego domu od zewnątrz? - spytał chłopak, rozglądając się.
- Bo nie chcę. - wzruszyłam ramionami. - Wszyscy stąd uciekają jak tylko go widzą, poza tym dziwnie wyglądałby nowoczesny dom w lesie. - dodałam, otwierając drzwi do salonu.

wtorek, 12 lipca 2016

Rozdział 3,3 - James -

Brak komentarzy:
Christine szybko wybiegła, wmawiając mi że się spóźniła. Powiedziałem coś sam do siebie. Słońce jeszcze nie zachodziło. Postanowiłem wykorzystać wolny czas. No ale nie na naukę. James i nauka? no proszę, to para niczym kot z psem, którzy nienawidzą. Poszedłem na siłownię, w moje ulubione miejsce. Wiatr wiał mi lekko w twarz. Był jak ciepłe kakao w zimną pogodę.
~*~
-Ej, stary, masz może wytrych?-zapytałem w nadziei Jayson'a
-mam się bać?-zapytał podnosząc brew Jayson.
Jayson był czarnoskórym licealistą. Po za tym był moim najlepszym kumplem.
-masz ten wytrych?-powtórzyłem
-da się załatwić-powiedział z uśmiechem chłopak. Jego czarne dredy spadały na jego twarz, po obu stronach głowy spływały krople potu po długim treningu.
-A powiesz mi po co ci ten kawałek metalu?-zapytał sięgając po butelkę wody
-szkoła mi się znudziła będę złodziejem-powiedziałem
-serio?-zapytał
-tak, od zawsze chciałem nim być, od małego kradłem rodzicom karty kredytowe- powiedziałem ironicznie
-naprawdę?-zapytał lekko zdziwiony
-nie-rzuciłem  od razu
Właśnie wziąłem hantle i zacząłem ćwiczyć. Prawie jedną z nich puściłem gdy drzwi otworzyły się z cichym skrzypieniem. Zawsze rozpoznałbym ten skrzyp drzwi siłowni. Lecz to, co przez nie weszło, przeszło moje oczekiwania... Dziewczyna ubrana w różowy dres, w różowych trampkach ze złotym napisem ''star'' z białą podeszwą. Na ramionach spoczywały blond włosy. Widok Pani Dolores by mnie tu nie zdziwił, ale ONA TU?! Może to było dziwne, ale schowałem się z niedaleko stojącą półką.
-James?-zapytał mi już znany babski głos przepełniony słodkością
-Nie, baletnica- odpowiedziałem w ironii
Dziewczyna spojrzała na mnie dużymi oczami.
-Och, kochanie-zaczęła Amber
Odłożyłem hantle mocno zaciśnięte w ręku na półkę. Następnie założyłem kaptur, który zasłaniał moją twarz i po prostu wyszedłem. Nie obchodziły mnie jej prośby.
~*~
Przed wschodem słońca przyszedł wytrych. Z mojej kawalerki do domu Christine były dobre dwie godziny drogi. Narzuciłem na siebie skórzaną kurtkę i ruszyłem bez wahania. Księżyc zaczął wschodzić i pokazywać swoje piękno. Gdy byłem na miejscu zapukałem do drzwi i oparłem się o ścianę, czekając na dziewczynie.
-no, jesteś księżniczko-powiedziałem z sarkastycznym uśmieszkiem na twarzy
-robimy mission impossible?-zapytała z sarkastycznym uśmieszkiem
 
Christine? XD
 


Rozdział 3,2 - Christine

Brak komentarzy:
- Co ty tu... Właściwie robisz? - spytałam, siadając na boku łóżka. Chłopak wydawał się wyraźnie zdezorientowany, ja nie mniej. Tylko brązowowłosa zachowała spokój, uważając to za normalne - przynajmniej to wywnioskowałam po jej minie.
- Zostawię was samych. - rzuciła Camile po chwili, wychodząc z pomieszczenia, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Wymieniłam z brunetem niepewne spojrzenia, nie mając zupełnego pojęcia, co mu odpowiedzieć. On sam wydawał się żałować, że w ogóle tu przyszedł. W tym samym momencie coś przyszło mi do głowy.
- Śledziłeś mnie?! - wypaliłam znienacka. Dopiero po chwili zaczęłam żałować swych słów. Ale ze mnie durnota..
- Co? Nie! - zaprzeczył prawie natychmiast. - Wyczułem twój zapach... I canimy. Poza tym, co ci się stało w nos? - odparł po chwili, zdezorientowany jeszcze bardziej. Zachciało mi się śmiać, lecz dusiłam to w sobie. Martwił się o mnie? To prawda, że otarłam się o śmierć, ale nic w końcu się nie wydarzyło. Z tego wszystkiego zapomniałam już podziękować Camile.
- Przecież nic mi nie jest. - skłamałam, wyciągając telefon. - Ups, chyba się spóźniłam. - powiedziałam, szybko wybiegając z drewnianej szopki. Po drodze, wysłałam sms'a do Camile z podziękowaniami. Zmieniłam się w wilka i puściłam się biegiem przez las. Liście prawie bezszelestnie rozlatywały się we wszystkie strony pod moimi łapami. Słychać było tylko łamiące się gałęzie i szyszki, przez które bolały mnie łapy. Po chwili dotarłam do małego jeziorka na obrzeżach lasu. Za kąpieliskiem rozpoczynał się sąsiadujący las sosen, w którym byłam zaledwie parę razy, w ciągu całego mojego życia. Miałam podejść do wielkiego kamienia i na nim usiąść, kiedy usłyszałam w oddali szelest. Był on na tyle wyraźny, że miałam pewność, iż był to stuprocentowy człowiek. Nie mogłam się więc zmienić w wilkołaka, lecz byłam na tyle silna, żeby pokonać najnormalniejszego w świecie człowieka. Skryłam się za drzewem, oczekując, aż ofiara zbliży się wystarczająco daleko, abym mogła zaatakować.
 Gdy nieznajomy był tuż przed drzewem, za którym się ukryłam, wyszłam zza niego, bezmyślnie kopiąc ofiarę w twarz. Zrobiłam to o wiele mocniej, niż miałam zamiar - zapominając, że jest to człowiek, a nie istota nadprzyrodzona.
- O matko, przepraszam. - powiedziałam, widząc, że był to najnormalniejszy nastolatek. Zdaje się, że widziałam go kilka razy w szkole, może nawet na lekcji. Niewiele wyższy ode mnie chłopak z czarnymi włosami i błękitnymi oczyma.
 Dopiero po chwili siedzenia na runie leśnym czarnowłosy wstał, nadal trzymając się za nos. Sączyła się z niego krew, ogromnym strumieniem.
- Przepraszam. - wyjąkałam, podając chłopakowi chusteczkę.
- Masz całkiem mocnego kopa. - odpowiedział, uśmiechając się ciepło. Wziął ode mnie chusteczkę, po czym dodał. - Nic się nie stało. Równie dobrze mógłby to być pedofil.
 Uśmiechnęłam się delikatnie, lecz niezbyt długo. Można było się dosłownie zgubić w jego oczach, błękitnych jak woda na Hawajach.
- No tak. - odparłam po chwili, czując się lekko niezręcznie.
- Co robiłaś w lesie? - zapytał po dłuższym momencie milczenia, z obydwóch stron. Podniosłam głowę, długo zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Mieszkam niedaleko. - rzuciłam krótko, dość cichym tonem. Wzruszyłam ramionami, niewinnie rozglądając się dookoła. - A ty? - dodałam po krótce.
- Lubię spacery po lesie. - uśmiechnął się, patrząc w dal.
- Ah tak... Ja muszę już iść. Miło było. - powiedziałam od niechcenia, odwracając się na pięcie. Chłopak jednak złapał mnie za rękę, i pociągnął do siebie.
- Nie zdradziłaś mi jeszcze swojego imienia. - uniósł prawą brew. Nieco odsunęłam się od niego, robiąc dziwną minę.
- Christine. - bąknęłam, uciekając w przeciwnym kierunku.

James?

poniedziałek, 11 lipca 2016

Rozdział 3,1 - James

Brak komentarzy:
Wychodząc ze szkoły popatrzyłem jeszcze raz na budynek. Mnóstwo policji i nauczycieli panoszyło się wokół szkoły, niczym komary w lesie. Na ich twarzach można było zobaczyć malowany strach z domieszką przerażenia. Wszędzie było pełno zawieszonych żółtych, śliskich policyjnych taśm z czarnymi napisami. Poszłem w stronę domu, a raczej małej kawalerki mieszczącej się w bloku na obrzeżach miasta. Szedłem powoli na zważając na nic. Gdy mijałem szkołę, zatrzymałem się i odwróciłem. Popatrzyłem w stronę domu, a raczej rudery w której mieszkała Chrissy. Zobaczyłem dziewczynę skręcającą do lasu. Uśmiechnąłem się krzywo. Odwróciłem się i szybkim krokiem szedłem do mieszkania. Liście wysokich drzew z pobliskiego lasu rzucały na asfaltową drogę ubłagany cień. Było dość gorąco, choć była jesień. Kolorowe liście na drzewach, wyglądały jak wielkie kolorowe wachlarze, a grzyby jak wielkie kapelusze. Słońce przebijało się przez liście, a promienie padały na drzewa czy ziemię. Postanowiłem skrócić sobie drogę, więc zmieniłem kierunek i poszedłem do lasu. Wciągnąłem powietrze i... wyczułem obcy zapach. To był... hmmm.... ktoś inny to nie wilkołak. Christine, nie... to... CANIMA? Odwróciłem głowę. Rzuciłem plecak o drzewo i zmieniłem się w wilkołaka. Miałem wrażenie że Chrissy jest w niebezpieczeństwie, kto wie, co może zrobić zdesperowana Canima. Słońce świeciło mi w oczy, a liście wesoło wzlatywały do góry, i spadały powoli podczas . Gdy byłem na miejscu poczułem jeszcze jeden zapach inny niż wcześniej. Popędziłem w jego stronę.
~*~
Wszedłem do małego drewnianego domu, którego jeszcze tu nie widziałem. Otworzyłem z łatwością drewniane drzwi. Zobaczyłem Christine i jeszcze jedną dziewczynę, którą nie znałem, czasami jedynie się mijaliśmy na korytarzu. Popatrzyłem na Christine pytajaco.





Christine? 
Sr, nie mam weny






© Agata | WS
x x x x x x x.